Stefania & Robert

Home / blog / Stefania & Robert

Kiedy dwoje kochających się ludzi mówi sobie to wielkie „Yes” przed ołtarzem, kiedy od wielu miesięcy skrupulatnie planuje każdą minutę Ich wyjątkowego dnia, kiedy sądzi, że nic nie może Ich zaskoczyć, wtedy… No właśnie… Wesela to temat nie do ogarnięcia i nie ma znaczenia jak bardzo narzeczeni będą się starali. Zawsze coś pójdzie nie tak, a raczej potoczy się swoją drogą. Na szczęście koniec końców wszystko wychodzi na plus, a wspomnień tego dnia jest dzięki temu jeszcze więcej. Ostatnia sobota zaliczała się również do takich historii. Już na wstępie zaskoczyła wszystkich niespotykana wręcz o tej porze roku, genialna i cudowna w swej zafajności pogoda, która przypominała bardziej środek maja niż październikowy smutek. Jadąc do młodych miałem dziwne wrażenie, że przespałem zimę i właśnie obudziłem się ze snu wraz z pierwszymi ciepłymi promieniami słońca !!! W taki dzień humor dopisywał wszystkim i dało się to odczuć. U Roberta pełen luzik. Gdyby nie te wszystkie spinki, muchy, buty, koszule itd można by odnieść wrażenie, że zaraz wpadną znajomi i rozpalimy grilla !!! No ale nie ma tak dobrze, po krótkiej pogaduszce i kilku fotkach musiałem już pędzić do Stefanii, która czekała na mnie w swoim domu… a właściwie to ja czekałem na nią… Ale tylko chwileczkę !!! Kiedy wróciła ze strefy piękna ( no wiecie, kosmetyczki, fryzjerki – te rzeczy których faceci do końca nie pojmują ale cieszą się jak dzieci, kiedy ich żony, dziewczyny, przyjaciółki wracają z tych mrocznych zakątków ) wkroczyłem do akcji Ja – i moje aparaty.  Pierwszy rzut oka na Panią Młodą… wow !!! Kątem oka już widziałem wiszącą sukienkę…. WOW !!! Normalnie wow gonił wow-a. Do tego nerwowość jaka panowała w domu Stefanii momentami stawała się komiczna, więc ubaw miałem x 2. Po zapakowaniu Pani Młodej w prze-prze-przepieruńskopiękną suknię wszystko poleciało jak w przyśpieszonym tępie na VHS-ie. Wpadł Robert, porwał młodą prosto przed ołtarz, YES, YES, YES… i już rozkoszowaliśmy się mega dobrym jadłem jakie zaserwowano nam nigdzie indziej jak w Karczmie u Matrasa. Genialna miejscówka ze świetną ekipą z obsługi. W takich okolicznościach imprezka rozkręcała się z minuty na minutę coraz bardziej. Nawet lekko kontuzjowana stopa Pani Młodej nie przeszkodziła w dobrej zabawie !!! Był fan, była dobra muza, było smacznie…. a zresztą – zobaczcie sami !!! Zapraszam do galerii: