Agnieszka & Łukasz

Wesele tej szalonej dwójki to jedna z tych imprez, które jeszcze długo będę pamiętał !!! Ale od początku. Już od samego rana wyczuć się dało luzacką i wesołą atmosferę. Aga totalnie wrzuciła na luz, albo tak genialnie nie dawała po sobie poznać stresu 😀 Była przyjemna muzyczka, kupa śmiechu, pierwsze toasty. W planach był jeszcze wypad do Łukasza, ale jak to bywa na ślubach plany uległy zmianie, więc zostałem dłużej u Agi doskonale się bawiąc 😀 Następny punkt programu to oczywiście kilka chwil wzruszeń i łez, błogosławieństwo rodziców, rach ciach i już pędziliśmy do kościoła 😀 I tutaj pierwsza z przygód tego dnia mnie spotkała !!! Dzięki uprzejmości ekip remontowych w Krakowie, które z tego miejsca gorąco pozdrawiam udało mi się w środku Kazimierza utknąć na wyłączonym z ruchu fragmencie rozkopanej drogi wraz z kilkunastoma innymi pojazdami za mną 😀 Ani w przód, anie w tył… pozostało jedynie cierpliwie czekać aż wszyscy za mną wycofają i będę mógł gonić Młodych 😀 Oczywiście zanim udało mi się ogarnąć jakoś w tej sytuacji, Aga i Łukasz już dawno czekali pod kościołem 🙂 Na szczęście mieliśmy bardzo spory zapas czasowy i obyło się bez stresu 😀 Ja zdążyłem też ochłonąć będąc przekonanym, żę to koniec przygód jak na jeden dzień 😀 Jeszcze nie wiedziałem, jak bardzo się myliłem 😛 Ale o tym za chwilę. Sama uroczystość odbywała się w uroczym Kościele na Skałce i nawet częściowy remont elewacji nie był w stanie popsuć pozytywnego wrażenia z tego uroczego miejsca. Kiedy z ust młodych padły te najważniejsze słowa mogliśmy powoli pędzić w stronę Folwarku Zalesie, gdzie odbywała się zabawa weselna Agi i Łukasza. I tutaj właśnie miejsce dla drugiej mojej przygody tego dnia. Tak bardzo zaangażowałem się w to pędzenie na salę, że z tego wszystkiego o włos nie rozbiłem swojego samochodu i przy okazji samochodu kolegi filmowca, który również pędził ze mną na salę. Martwe pole ( to on mi zjechał drogę 😛 żeby nie było) , szybki manewr, mój refleks, ABS i minęliśmy się o włos. Niestety wysoki krawężnik który musiałem zaliczyć by się ratować od nieuniknionego nie był już tak łaskawy i zostawił po sobie na pamiątkę 10 cm rozcięcie na oponie 😀 Na szczęście opona wytrzymała, powietrze nie zeszło a ja dotarłem na salę przepełniony wręcz adrenaliną jak nie trudno sobie wyobrazić 😀 To było już stanowczo za wiele przygód jak na jeden dzień. Na szczęście później było już tylko lepiej i mogłem spokojnie wrócić do swojej pracy. A było co robić !!! Były densy, były pląsy, dobre jadło i moc śmiechu i pozytywnej energii. A wszystkich ciekawych tego dnia zapraszam do galerii poniżej.

Prev Aneta & Krzysztof
Next Patrycja & Marcin

Comments are closed.